Zdradzę Wam pewien sekret :). Poza naszą kałużą zwaną Catalyst istnieje gigantyczny ocean obligacji. Nie dość, że jest on ogromny to jest też fascynujący. Przyjdzie kiedyś taki moment (raczej nieprędko), że blog Rynek Obligacji Catalyst zmieni się w Rynek Obligacji Globalnych :). A na razie stawiam na nim pierwsze kroki, oczywiście zaczynając od najciemniejszej jego strony, czyli obligacji korporacyjnych high yield (podwyższonego ryzyka), na szczęście inwestycje rozpoczynam od małych kwot.
Dlaczego ten rynek mi się podoba? U nas większość obligacji oprocentowana jest na zmiennej stopie i emitowana na krótkie okresy 2-3  letnie. Nie ma tu pola do wielkich zmian cen obligacji korporacyjnych (no chyba, że firma się “wali”).
Na globalnym rynku high yield obligacje najczęściej oparte są na stałej stopie procentowej i emitowane na okresy 5-10 letnie. Nie trzeba tłumaczyć, że dynamika tego rynku jest dużo większa, niż naszego. Do tego firmami high yield, czyli podwyższonego ryzyka nierzadko są korporacje, które u nas robiły by za gwiazdy – symbole bezpiecznej inwestycji.
Zacznę od samego rynku, a następnie przejdę do opisu funduszu na nim działającego.
Rynek obligacji high yield  (lub junk bonds – obligacji śmieciowych) – to takie miejsce, gdzie inwestując w obligacje przedsiębiorstw z reguły można zarobić kilka procent więcej (4-7% brutto więcej; brutto bo należy odliczyć procent upadłości firm, który zasadniczo waha się od 2 do 4%), niż na obligacjach skarbowych, jednakże jak raz na 10 lat przyjdzie tsunami to można stracić 20% i więcej kapitału. Mimo to w długim okresie raczej wychodzi się lepiej, niż na obligacjach skarbowych (tych z USA). Proszę spojrzeć na poniższy wykres i odgadnąć kiedy było tsunami:
Historyczne rentowności obligacji typu high yield, źródło
 
Dokładnie, kryzys z 2008 roku spowodował gwałtowny wzrost rentowności obligacji, czyli dramatyczny spadek ich cen i wycen funduszy inwestycyjnych, jednak sytuacja w ciągu 2 lat wróciła do normy, a Ci co kupowali w dołku (czyli na górce wykresu) zaliczyli fenomenalną stopę zwrotu – na przykład w 2012 roku fundusz zarobił 21%.
Jak wyglądała sytuacja obecnie? Po wzrostach w latach 2010-2013 rok 2014 i 2015 okazał się słaby dla rynku obligacji śmieciowych (przypominam, 90% Catalyst, jak nie więcej zostałoby zaliczone jako obligacje śmieciowe), co widać na rosnącym z 5 do 7% yieldzie (średniej rentowności obligacji). Pojawia się pytanie, czy zbliżamy się do dołka cenowego, czy jeszcze nie. Nie wiem, ale postanowiłem zainwestować i zacząć uśredniać małymi kwotami.
Dość ładnie sytuację prezentuje poniższy wykres, który pokazuje różnice rentowności pomiędzy obligacjami high yield, a skarbowymi rządu USA. W szczycie hossy na junk bonds (połowa 2014 roku, wtedy ja niemądry zainwestowałem, ale w porę zmieniłem zdanie) ta różnica wynosiła tylko 3,5%, obecnie sięga 6,5% i jest najwyższa od 3 lat. 
Różnica w rentowności obligacji high yield
vs. obligacji skarbowych USA
 
Można powiedzieć, że w standardowym otoczeniu rynkowym potencjał spadkowy już się kończy i można by oczekiwać pewnej korekty i wzrostu cen (czyli dobrych wyników funduszy). Jest jednak kilka dużych czynników ryzyka:
  • Około 15% rynku obligacji high yield stanowi sektor energetyczny (np. wydobywczy ropy), który notuje ciężkie czasy ze względu na niski kurs ropy – i to właśnie ten sektor ciągnie cały rynek w dół. Jak wspomniałem średni procent upadłości to około 2%, ale obecnie nie dotyczy to sektora energetycznego / wydobywczego.
% upadłości emitentów obligacji High yield,
w tym branży energetycznej / wydobywczej
 
  • Nad rynkami ciążą ryzyka gospodarcze: Grecja, Chiny, jeżeli nastąpi krach na giełdach, to na rynku obligacji śmieciowych również (chociaż zapewne na mniejszą skalę),
  • W związku z powyższymi fundusze high yield odnotowują odpływy kapitałów (wypłaty), dopóki trend się nie odwróci, nie ma co liczyć na spektakularne wzrosty.
Zdania wszelkiej maści ekspertów są podzielone, jedni twierdzą, że to nie koniec spadków, inni sugerują, że właśnie mamy na tym rynku dołek. Dlatego też ewentualne inwestycje warto rozpoczynać bardzo ostrożnie i w tym przypadku uważam, że metoda systematycznych wpłat (uśredniania) może się sprawdzić. Czy tak się stanie – życie pokaże – jak wspomniałem to moje pierwsze wejście do głębokiej wody i robię to bardzo ostrożnie, tak, aby nie płakać, gdy stracę 20-30% zainwestowanego kapitału.
Jak już wiecie z podsumowania wyników portfela obligacji korporacyjnych postawiłem na fundusz NN (L) Globalny Długu Korporacyjnego, który to fundusz inwestuje w NN (L) Global High Yield. Dlaczego w ten? Bo go już znam, bo zbyt dużego wyboru nie widzę.
Wprawdzie od analizy.pl fundusz dostał rating 4 gwiazdki (na 5 możliwych), co jest oceną bardzo dobrą, jednakże fundusz źródłowy oceniany jest przez Morningstar (takie większe analizy.pl :)) tylko na 2 gwiazdki – przeciętnie.
Wyniki polskiego funduszu i jego dokumenty można sprawdzić tutaj, jak wspomniałem po cichu liczę na zmianę trendu spadkowego w wynikach, jednak jeżeli przyjdzie na to poczekać, to poczekam.
Z kartą funduszu źródłowego  możecie zapoznać się tutaj, ja np spojrzałem na kilka firm o największym udziale w portfelu tego funduszu:
Top 4 funduszu NN (L) Global High Yield
 
Wind Acquisition – trzeci operator komórkowy we Włoszech i wiele innych obszarów działalności, Altice SA to 13,5 mld EUR przychodów, Telecom Italia – przychody 21,5 mld EUR, a Ziggo to miedzy innymi największy operator telewizji kablowej w Holandii. Generalnie mówiąc nie są to kmiotki, a poważne firmy. Mam nadzieję, że dalej jest przynajmniej przyzwoicie, choć zapewne ryzyko emitenta rośnie wraz z mniejszym jego udziałem w portfelu funduszu. Na dziś nie sprawdzę ponad 300 emitentów znajdujących się w portfelu NN (L) Global High Yield, ale nie wykluczam tego w przyszłości :).
Jeszcze będąc przy polskim NN (L) Globalnym Długu Korporacyjnego, który prawie całość kasy inwestuje w fundusz źródłowy, warto zauważyć, że źródłowy pobiera 0,36% rocznej opłaty za zarządzanie, a polski za przelewanie kasy do źródłowego i pilnowanie ryzyka kursowego pobiera 1,8%. Całkiem niezła dysproporcja pracy do prowizji (Polak potrafi).
Podsumowanie
Tutaj, tutaj i tutaj znajdują się świeże, ciekawe artykuły o rynku obligacji high yield, w których profesjonaliści głoszą, że rynek jest już w dołku, a może nie jest i będzie spadał, albo rósł, albo będzie zmienny. W każdym razie na pewno rynek sporo już spadł i jeżeli nie będzie katastrofy (gospodarczego tsunami) to perspektywy zwrotu z funduszy high yield nie są takie złe. Być może warto przenieść kilka procent portfela obligacji poza nasz kraj, zwłaszcza w kontekście obietnic polityków wszystkich opcji, że rozwalą naszą gospodarkę (dopłaty na dzieci, dopłaty do CHF, wcześniejsze emerytury, w ogóle co tylko chcecie).
Jeżeli zdecydujesz się na taką opcję, rozważ proszę wybór opisanego przeze mnie funduszu (NN (L) Globalny Długu Korporacyjnego) i założenie go poprzez ten link afiliacyjny. Ja na pewno będę trzymał rękę na pulsie i monitorował postępy tego funduszu i rynku, a wiedzą podzielę się na blogu. A jak znajdzie się kilkunastu inwestorów funduszu NN (L) Globalny Długu Korporacyjnego, to pokuszę się o pełną jego analizę.
Proszę pamiętać, że inwestowanie wiąże się z ryzykiem i możliwa jest utrata części zainwestowanego kapitału.

3 komentarzy - “Fundusze obligacji korporacyjnych high yield

  1. Daniel Karski

    Dziękuje za wpis! Sam lokuję od początku roku 2014 pieniądze w tym funduszu z dłuższą perspektywą i z dużym zainteresowaniem czytałem ten artykuł. Z wielką ochotą będę czytał następne wpisy na blogu. Dobra robota! Pozdrawiam!

  2. Anonimowy

    Od ponad roku NN (L) Globalny Długu Korporacyjnego spada, mając chwilowe epizody wzrostu. Czy to się opłaca lokować kasę w tak niepewny fundusz? Nie widać perspektyw odbicia.

  3. Remigiusz Iwan

    Historia uczy, że duża część inwestycji w fundusze w Polsce dokonywana jest "na górce" – po obejrzeniu wspaniałych historycznych wyników. Potem przychodzi rozczarowanie.

    NN Globalny jak to fundusz, pewnie nie jest ani super dobry ani super kiepski, po prostu oddaje wyniki branży w którą inwestuje.

    Myślę, że dobrym barometrem dla tego funduszu jest poniższy wykres:
    https://research.stlouisfed.org/fred2/series/BAMLH0A0HYM2
    W uproszczeniu póki kreska idzie do góry wyniki są (będą) kiepskie, jak kreska zacznie spadać, wyniki pójdą w górę

Dodaj komentarz